„szlachetne zdrowie nikt się nie (…)”

„szlachetne zdrowie nikt się nie (…)”

To prawda, że to „szlachetne zdrowie nikt się nie (…)”, tak w twórczości zapewne nie tylko naszych wieszczów jak i już od najmłodszych często lat, często odsłuchiwane w różnego rodzaju miejscach, poczekalniach, środkach komunikacji publicznej czy podczas spotkań towarzyskich, bądź w gronie najbliższych itp., na ogół pozostaje niestety jedynie tylko teorią. Gdzieś kiedyś czegoś nam różni żyjący obok nas już naopowiadali, próbowali pokazać czy nawet nauczyć, sami też coś przeżyliśmy, wielokrotnie zdaje nam się, że bardzo dużo na ten temat wiemy, a czasami uważamy, iż po prostu doskonale się na tym wszystkim znamy ale… W przypadku gdybyśmy to zdrowie nagle utracili, to czegokolwiek by się doznało, spowodowało czy dokonało, już nigdy nie zdołamy powrócić go do tego, niebiańskiego wręcz błogostanu cieszenia się nim tak, jak dane nam to było w chwili urodzin. Cała, zastosowane ewentualnie później reszta, będąca zresztą swoistego rodzaju zbiegiem okoliczności, swoistych, sytuacyjnie uwarunkowanych, czasami niepojętych zupełnie przypadków, nie zdoła nas już nigdy postawić w poprzednim miejscu. Jak zatem zachować się w obliczu nagłej, brutalnej konfrontacji utraty tegoż ZDROWIA? Co i jak należałoby uczynić aby spowodować przywrócenie satysfakcjonującego nas, a byłego już niestety w odniesieniu do zaistniałego faktu dobrostanu? A może przedtem, zanim je utracimy, już dużo wcześniej, warto byłoby zastanowić się, jak żyć na co dzień, na tu i teraz aby posłużyło nam wiernie do końca naszych dni?